Krysia z Londynu

Krysia z podopiecznymi SDCAS

Krysia z podopiecznymi SDCAS

Nazywam się Krystyna Augustyn [...].

Od 11 września 2012 pracuję w organizacji o nazwie Soutwark Day Centre for Asylum Seekers, co można przetłumaczyć jako „ośrodek dla osób ubiegających się o azyl w Southwark”. Nasze biuro znajduje się na Copleston Road, ale organizacja obsługuje trzy centra, wszystkie mieszczące się w Southwark. Są to: wspomniane Copleston Centre, otwarte we wtorki, Peckham Park Road Baptist Church na 121 Peckham Park Road, otwarte w środy, oraz Crossway Centre przy niedaleko stacji metra Elephant & Castle, otwarte w czwartki. SDCAS jest gościnnym miejscem, w którym osoby ubiegające się o azyl oraz azylanci mogą przebywać w miłym towarzystwie w ciągu dnia, zjeść ciepły posiłek, skorzystać z pomocy konsultantów, pielęgniarki czy psychoterapeuty, a także brać udział w różnych zajęciach dodatkowych. Klienci przychodzą do centrum od godziny 12.30, a między 13.00 a 14.00 kucharze wydają lunch, w którym biorą udział również pracownicy i wolontariusze. Koło 14.00 zaczynają pracę nasi doradcy, a równolegle odbywają się zajęcia dla klientów. Od wtorku do czwartku odbywa się kurs angielskiego. We wtorek można też wziąć udział w ruchowych zajęciach terapeutycznych dla pań oraz jodze dla panów, a w czwartek osoby chętne mogą zasiąść do stołu, żeby malować lub rysować podczas zajęć ze sztuki. Klienci korzystający z tych usług mogą oddać w tym czasie swoje dzieci pod opiekę naszych pracowników, którzy organizują czas dla najmłodszych w specjalnie do tego przeznaczonej przestrzeni. Centrum zamyka się parę minut po 17.00. Pracownicy i wolontariusze przychodzą do centrum o wiele wcześniej niż klienci, koło 10.00, żeby przygotować pomieszczenia, wykonać zadania związane z administracją czy przedyskutować bieżące sprawy w trakcie tzw. team meetings.

Rolę naszej organizacji najlepiej opisuje tzw. mission statement, które brzmi w przekładzie: „Pragniemy przyczynić się do zmniejszenia biedy i cierpienia, wspierać promowanie zdrowia oraz rozwój rekreacji i edukacji wśród azylantów i osób ubiegających się o azyl”. Celem SDCAS jest „zapewnienie szerokiej gamy różnorodnych usług, które wspierają, promują i zabezpieczają prawa osób ubiegających się o azyl i azylantów w Soutwark”.

Typowy dzień pracy zaczyna się dla mnie o godzinie 10.00 a kończy o 18.00. Generalnie moje obowiązki w ciągu tygodnia dzielą się na prace w biurze w poniedziałki i w piątki oraz na prace w drop-in-centre we wtorki, środy i czwartki. Moje zadania są bardzo różnorodne. Należą do nich prace wykonywane regularnie oraz takie, które pojawiają się na bieżąco w ciągu dnia. Do moich stałych obowiązków należą:

  • zbieranie ateriałów do newslettera SDCAS oraz edytowanie i wydawanie go
  • organizowanie współpracy i kontakty z „FareShare”, organizacją zapewniającą dostawy taniej żywności dla centrum; współpraca z kucharzami; rozporządzanie jedzeniem
  • zarządzanie drobnymi pieniędzmi: zwracanie kosztów podróży wolontariuszom, drobne wsparcie finansowe dla najbardziej potrzebujących klientów itp.
  • kupowanie gazet we środy oraz mięsa na obiad we wtorki
  • udział w tzw. team meetings

Oprócz tego często lub niekiedy:

  • pomagam przy specjalnych uroczystościach czy wydarzeniach (np. Black History Month)
  • organizuję wyjścia, warsztaty, eventy, w których biorą udział nasi klienci
  • projektuję plakaty, ulotki oraz materiały przy okazji eventów oraz wycieczek
  • pomagam przygotować pomieszczenia przed przyjściem klientów
  • rejestruję przychodzących klientów
  • wykonuję telefony, wypelniam formularze lub aplikacje dla klientów
  • robię wywiady z nowymi klientami
  • pomagam klientom w wypełnianiu ankiet badających poziom zadowolenia z usług oferowanych w centrum
  • sprzątam, porządkuję i rozdaję datki

Zdarza mi się wykonywać też inne zadania, w zależności od tego, co akurat jest potrzebne.

Warsztaty pszczelarskie

SDCAS jest idealnym projektem partnerskim dla ASF ze względu na zakres swojej działalności. Otwarcie na osoby zwykle marginalizowane we współczesnym społeczeństwie, duch zaangażowania we wspólne dobro i przekonanie o wartości każdego człowieka bez względu na status ekonomiczny, pochodzenie rasowe czy narodowość to idee zdecydowanie wspólne obu organizacjom, mimo że każda z nich realizuje je w odmienny sposób.

Na początku ciężko mi było rozpoznać, jakie konkretnie są moje zadania i jakie są oczekiwania pracowników SDCAS w stosunku do mnie. Myślę, że organizacja goszcząca powinna stawiać bardziej na szkolenie wprowadzające dla nowych wolontariuszy, co pozwoli uniknąć poczucia zagubienia, które i tak towarzyszy wolontariuszowi na początku pobytu w obcym kraju. Osobną trudność stanowiła bariera językowa i kulturowa, porozumiewanie się w środowisku pracy jest bardzo ważne, a nierozumienie instrukcji może być bardzo stresogenne dla obu stron. Znajomość angielskiego na początku pobytu w Wielkiej Brytanii mnie zawodziła i zajęło mi trochę czasu osłuchanie się z akcentem brytyjskim. Na codzień stykam się również z ludźmi, dla których angielski nie jest pierwszym językiem i wtedy też pojawiają się problemy komunikacyjne. Ogólnie moim zadaniem jest wspieranie pracowników SDCAS, co czasem powoduje nadmiar obowiązków, ponieważ w zasadzie każdy z nich może mi dawać jakieś zadania w tym samym czasie. Ten problem można łatwo rozwiązać przez rozmowę i jasne komunikowanie swojej dostępności czasowej.

Wspomniałam o trudnościach, jakie można napotkać w ciągu pierwszych miesięcy pracy w projekcie. Bardzo trudno będzie mi wymienić wszystkie zalety, które on niesie ze sobą ze względu na ich mnogość. Zacznę może od tych, które są dla mnie najważniejsze. Bardzo cenne jest dla mnie doświadczenie codziennego kontaktu z ludźmi, którzy przywieźli ze sobą do Wielkiej Brytanii cały bagaż swoich tradycji, obyczajów, sposobu ubierania się, jedzenia i bycia, typowych dla krajów, z których pochodzą. A przybywają z krajów, o których wiedziałam wcześniej mało albo w ogóle, głównie z Afryki oraz Bliskiego Wschodu, ale również z Ameryki Południowej i byłej Jugosławii. To działa w dwie strony, nasi klienci też często niewiele wiedzą o Polsce. Zabawne było, kiedy jeden klient zapytał mnie, czy w Polsce mamy tak samo jak w Wielkiej Brytanii budynki. Pytanie to wynikało z faktu, że klient nie widział budynków przez ponad dwadzieścia lat swojego życia, ponieważ wychowywał się w erytrejskiej wsi w jaskini. Trzeba mieć na uwadze, że klienci, ze względu na trudne doświadczenie konieczności ucieczki z własnego kraju oraz przebytych traum są ludźmi bardzo wrażliwymi i kruchymi i należy być uważnym, o czym się z nimi rozmawia i jak zachowuje. Nierzadko jednak Ci ludzie zaskakują mnie niezwykłą siłą, która nie wiadomo skąd się u nich bierze, zważywszy na niewyobrażalne trudności, z którymi muszą się borykać, takie jak: brak domu, rozłąka z rodziną, często śmierć bliskich osób, brak źródeł utrzymania i inne. Dzięki pracy w SDCAS mam również okazję zdobyć wiedzę na temat zagadnienia imigracji w Wielkiej Brytanii, rozwiązań prawnych dotyczących osób ubiegających się o azyl lub status uchodźcy. Kolejną zaletą projektu jest jego atrakcyjność ze względu na wielość wydarzeń, wycieczek, warsztatów oraz imprez, które ciągle są w centrach organizowane, a w których organizację często jestem angażowana.

Ciężko mi powiedzieć, jaka sytuacja była dla mnie szczególnie miła i niezapomniana w ciągu tych 3 miesięcy, ponieważ było ich wiele. Myślę, że jedna z takich chwil zdarzyła się niedawno w naszym czwartkowym centrum. Przysiadłam się do stołu, przy którym kilku naszych klientów i dwoje wolontariuszy zawzięcie malowało, przelewając na kartkę papieru owoce swojej wyobraźni. Ponieważ nie jestem zbyt utalentowana artystycznie, wzięłam czystą kartkę i po chwili wpadłam na pomysł, że mogę poprosić jednego z naszych klientów, młodego chłopaka z Etiopii, żeby napisał mi swoim alfabetem moje imię. On z pewną nawet dumą wymalował moje imię na kartce, tłumacząc mi poszczególne znaki z języka amharskiego. Spodobało mi się to na tyle, że zaczęłam wszystkich wokół prosić o to samo. I tak miałam swoje imię w języku amharskim, japońskim, arabskim, hindi i języku gudźarati. I co ciekawe, kiedy przypięłam swoje imię po amharsku do mojej plakietki, nagle wszyscy zaczęli je rozpoznawać łatwiej i wyraźniej, ponieważ mamy wielu klientów posługujących się tym językiem. Skrócił się dystans między mną a nimi.

Wolontariat sfinansowany ze środków programu "Młodzież w Działaniu"