Magda Madej z Coventry

Magda z podopieczną Coventry Mind.

Mam na imię Magda, mam dziewiętnaście lat i we wrześniu 2016 rozpoczęłam swoją pierwszą brytyjską przygodę – przygodę z wolontariatem ASF. W przeciągu roku, który spędziłam w Coventry pracowałam w organizacji Coventry Mind. Moim zadaniem było przede wszystkim spędzanie czasu z osobami, które zmagają się z problemami psychicznymi oraz emocjonalnymi. 

Jako że nie miałam żadnego doświadczenia ani profesjonalnej wiedzy związanej ze zdrowiem psychicznym, a angielski, którego uczyłam się w szkole w zderzeniu z szybkością i akcentem Anglików oraz nie tylko (nawet w Coventry można zaobserwować wielokulturowość, która jest bardzo charakterystyczna tutaj, na wyspach) okazał się być czasami niewystarczający, początkowe miesiące były przede wszystkim czasem obserwacji, luźnych rozmów z naszymi podopiecznymi, które nieczęsto schodziły na temat ich problemów, ale raczej traktowały o spędzaniu wolnego czasu, zainteresowaniach, planach na najbliższe dni. Bardzo często grałam z nimi po prostu w gry planszowe czy bilarda. A jako że do naszego centrum bardzo często przychodzą te same osoby, był to też czas, aby się z nimi zapoznać, zdobyć ich zaufanie i sympatię oraz starać się zrozumieć ich styl życia czy trudności, z jakimi borykają się na poziomie życia codziennego. 

Kiedy bariera językowa zaczęła być coraz mniejszym problemem (trochę to trwało, ale to, że moja praca polegała głownie na rozmawianiu, bardzo przyspieszyło proces nauki), a użytkownicy naszego centrum zaczęli traktować mnie jako „swoją”, okazało się, że praca w takim miejscu jest dużo bardziej wymagająca, niż mogłaby się na pierwszy rzut oka wydawać. A to dlatego, że do rozmów o pogodzie, filmach, planach na weekend zaczęły dołączać takie tematy jak myśli czy próby samobójcze, problemy rodzinne, problemy zdrowotne, bezdomność i wiele innych kwestii dość sporego kalibru. Bywały takie dni, kiedy sama zaczynałam być trochę przytłoczona tym wszystkim, co słyszałam, zdawało się, że słuchać o tych wszystkich trudnościach to dużo, a co dopiero je przeżywać… Ale na szczęście nie zostawałam wtedy sama z moimi myślami – zawsze mogłam dzielić się niepokojami, wątpliwościami płynącymi z rozmów z naszymi podopiecznymi z osobami, z którymi pracowałam. W każdej chwili byli gotowi wysłuchać mnie, zaoferować pomoc, doradzić coś, pokazać nową perspektywę, inne spojrzenie na problem. Byli dla mnie ogromnym wsparciem i jestem bardzo mocno przekonana, że gdyby nie oni, ten rok byłby dla mnie dużo, dużo trudniejszy.

Pomimo tego, że momentami było mi ciężko psychicznie zmierzyć się z zadaniami, które zostały mi postawione, muszę przyznać, że nigdy nie były one wymierzone ponad moje możliwości i wszyscy zawsze dbali o to, żebym nie czuła się nimi przytłoczona. A co najważniejsze, praca, którą tutaj podejmowałam, była ogromnie wzbogacająca dla mnie samej. Myślę, że mogę z ręką na sercu powiedzieć, że stałam się bardziej otwarta i pewna siebie, empatyczna, elokwentna, zaczęłam lepiej rozumieć, jak wielki wpływ na nasze życie ma nasze zdrowie psychiczne. Nie wspominając nawet o tym, jak poprawiła się moja znajomość angielskiego – nic tak nie pomaga w nauce języka, jak rozmowy z native speakerami, a to coś, co było tak naprawdę podstawą mojej pracy. 

Co ciekawe, kursy dla nastolatków, w organizowaniu których pomagałam raz w tygodniu, także bardzo pomogły mi w samorozwoju. Poznałam podczas nich ciekawe sposoby na radzenie sobie z problemami, poprawianie swojej samooceny, dowiedziałam się wielu interesujących rzeczy na temat pojawiania się u ludzi stanów lękowych czy  agresywnego zachowania i poznałam metody radzenia sobie z nimi. Wiele z tych informacji bardzo często później było pomocnych także w rozmowach z dorosłymi w drop-in centre.

Chciałabym podziękować wszystkim, dzięki którym możliwym było dla mnie przyjechanie do Coventry i odbycie tego wolontariatu. Myślę, że mogę z czystym sercem powiedzieć, że choć każdorazowe dostrzeżenie uśmiechu na twarzy osoby, z którą rozmawiałam tutaj było wystarczającą nagrodą za trud, jaki wkładałam w moją pracę, tak naprawdę i tak dostałam podczas tego czasu dużo, dużo więcej niż sama mogłam ofiarować od siebie.